Skrzypce Opowiadanie o miłości

fot. nadesłane
Zapach skrzypiec. Nowych, czy starych – bez różnicy. Zachwycały ją wszystkie. Podziwiała ich lekkość i połysk wypolerowanego drewna. Były tak delikatne i równocześnie silne. Z zuchwałością i bezczelnie trzymały na wodzy ostre struny.
Koronawirus
37521
zobacz mapę / szczegóły
REKLAMA
– Ileż to rąk pieściło ten magiczny przedmiot – egzaltowała się niemal erotycznie. Rozmarzyła się z nosem przyklejonym do szyby wystawowej, za którą leżały na szklanej półce piękne skrzypce, rozświetlone słonecznie w kolorze ciemnego bursztynu i złota. 
– A jeśli jeszcze nie pieściło, to na pewno będą... głaskać, czule przykładać do twarzy... dotykać.
Wciągnęła głęboko powietrze i z wrażenia wstrzymała na chwilę oddech. 
– Można się zakochać w skrzypcach. Granie na nich to oczywiście coś wyjątkowego, ale mogłabym je pokochać tylko za to, że są – rozmyślała i nagle gwałtownie wypuściła powietrze z płuc, bo zaczęła się dusić. Miała tak od zawsze. Gdy wpadała w zachwyt, gubiła naturalny rytm oddychania. Czasem, gdy nadarzała się okazja i mogła wziąć skrzypce do rąk, czuła, że dokonuje się niemal narkotyczna transmisja napięć, że nagle ma miejsce przemiana ze zwykłego w cudowne. Jakby skrzypce były jej zaginioną częścią, z którą szczęśliwie się jednoczyła i dzięki którym zmieniała się w kogoś zupełnie innego, niezwykłego, wyjątkowego.
– Nie jest sztuką kochać skrzypce za granie, sztuką jest kochać je za nic – pocieszała się w myślach. Ja bym je pokochała nawet, gdyby nigdy nie miały zagrać. I to jest właśnie prawdziwa miłość, bo przecież niczego od nich nie chcę.
Czuła, że taka miłość ją wyróżnia, że nie idzie z prądem, że może to jest trochę naciągane, ale przynajmniej nie było to tuzinkowe. Wiedziała, że miłość do skrzypiec ma potencjał.
– No ale gdybym tak choć przez chwilę mogła być skrzypaczką, taką prawdziwą, najprawdziwszą skrzypaczką. 
Stała z nosem spłaszczonym na szybie, którą co jakiś czas ocierała z wilgotnego oddechu.
Zza kotary, która oddzielała pomieszczenie kierownika od części sklepowej, wyszedł szczupły blondyn. Chłopak jeszcze się uczył, trafił do Salonu Instrumentów – bo tak nazywał się sklep – na praktykę. Zasadnicza szkoła handlowa, do której zapisały go matka i ciotka, „gwarantowała przygotowanie wysoko wykwalifikowanych sprzedawców”. Tak napisane było na ulotce reklamowej znalezionej w skrzynce na listy. Ulotkę matka przyniosła do domu i położyła na kuchennym stole. Razem z ciotką oglądały ją ze wszystkich stron i czytały na głos o doskonałym nauczaniu zawodu w tej renomowanej szkole będącej kuźnią profesjonalistów. Nie bardzo rozumiały co ma kuźnia do sprzedawców, ale podobało im się takie określenie. Brzmiało dobrze i zachęcająco.
– Będziesz miał solidny zawód i poważanie u ludzi. W dzisiejszych czasach sprzedawca to ktoś. Zobaczysz, nie będziesz żałował – mówiły, kiedy rodzinnie ustaliły, że będzie sprzedawcą. 
Właściwie chciał być fryzjerem, nawet coś o tym wspomniał, ale o wszystkich ważnych sprawach w  rodzinie decydowały od dawna te dwie kobiety. Przyznały sobie specjalne  prawo jakby w odwecie za to, że jego ojciec odszedł do innej. Wiedział więc, że opór byłby bezsensowny, bo i tak zawsze stawiały na swoim. 
– Panie kierowniku, czy pan widzi? Wczoraj umyłem szybę,  a dzisiaj już cała usrana! Cholery można dostać!
Chłopak podszedł do szyby, żeby spojrzeć w oczy kobiecie, która miała śmiałość zniszczyć efekt jego pracy. Chciał spojrzeniem pouczyć ją, że tak nie można, że owszem wystawę oglądać tak, ale jak człowiek, z odległości, a nie jak korniszon w słoiku.
Kobieta jednak miała zamknięte oczy. Stała trzymając dłonie przy twarzy, przyklejona do szyby sprawiała wrażenie śpiącej.
– Mogłabym się cieszyć samym tylko udawaniem – rozmyślała i kołysząc się lekko zagrała w wyobraźni tango, upajające i  gęste od znaczeń. 
Stała samotnie na środku sceny spowita światłem. I grała.
 
PRZECZYTAJ JESZCZE
Koronawirus
37521
zobacz mapę / szczegóły
REKLAMA

Kalendarz Wydarzeń / Koncertów / Imprez w Polsce