Z pisania dla teatru Szekspir by dzisiaj nie wyżył

FOTO Dawid Linkowski
Z profesorem Jerzym Limonem, dyrektorem Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego, rozmawia Hanna Kordalska-Rosiek
REKLAMA
Hanna Kordalska-Rosiek: Uczony, szekspirolog, pisarz, inicjator i twórca Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego, skuteczny menadżer... Mogłabym jeszcze długo wymieniać, jednak chciałabym zacząć od kobiet. W jednym z wywiadów zapytany o to, co Ci się w życiu najbardziej udało, odpowiedziałeś - żona. Jesteś wybitnym znawcą dzieł Szekspira. Jak sądzisz, do której z bohaterek dzieł Szekspira Twojej żonie jest najbliżej?

Jerzy Limon: Sądzę, że raczej do kilku, nie do jednej. Na pewno nie Kasia z Poskromienia złośnicy, no i nie Lady Macbeth, ani Kleopatra. Może Porcja z Kupca weneckiego, Innogena z Cymbelina czy Rozalina z Jak wam się podoba. Te trzy dzielne kobiety umieją dopiąć swego i to w świecie mizoginicznym, opanowanym w najmniejszym szczególe przez patriarchat. Kiedy trzeba działają w męskim przebraniu, co było konieczne choćby ze względu na ograniczenia swobodnego podróżowania kobiet. Co więcej, świetnie spełniają role zawodowe mężczyzn, stając się lekarzami czy prawnikami. Na ogół są inteligentniejsze i sprytniejsze od mężczyzn. Zwrócę jeszcze uwagę na drobną, acz znaczącą cechę szekspirowskich kobiet, dzisiaj pewnie mało zauważalną: wszystkie umieją czytać i pisać, co w Europie XVI i XVII wieku wcale nie było oczywistością. W każdym razie nie mam najmniejszej wątpliwości, że moja Justyna świetnie by sobie w tamtych czasach radziła.

H.K-R: Jedna z hipotez głosi, że Szekspir był kobietą.

JL: O tym, że Szekspir był kobietą napisano książkę, która miała już kilka wydań. Kto napisał Szekspira? – oto jest pytanie. Podobnych dywagacji jest więcej. Moim zdaniem to wszystko jest bez większego znaczenia: ważne jest to, co po nim zostało. A dla wątpiących podsunę prosty dowód numerologiczny na to, że to Francis Bacon, wielki filozof i paskudny człowiek, napisał wiekopomne dzieła. Mogą go wykorzystywać do woli. Otóż panujący wówczas król Jakub I Stuart postanowił ujednolicić i na nowo przełożyć Pismo Święte, do dziś zresztą używane w krajach anglosaskich zarówno przez katolików, jak i protestantów. Jest to tak zwana wersja „autoryzowana” albo „Biblia Króla Jakuba”. Grupie czterdziestu sześciu teologów, którzy pracowali nad nowym przekładem Biblii, przewodniczył właśnie Francis Bacon, przez niektórych uważany za „prawdziwego Szekspira”. Dzieło – dedykowane przez tłumaczy królowi Jakubowi – zakończono w 1610 roku, kiedy William Szekspir ukończył czterdzieści sześć lat. I co z tego? – można by zapytać. Ano jeszcze niewiele poza tym, że w czterdziestym szóstym Psalmie nowego przekładu czterdzieste szóste słowo od początku to „shake” (pol. „potrząsać”), a czterdzieste szóste od końca to „speare” (pol. „dzida”, „włócznia”), co razem daje „Shakespeare”. W polskim przekładzie z tego okresu odpowiednio: „zatrzęsły się” i „oręż”. I tak to Bacon daje nam do zrozumienia, że to on napisał Szekspira. Kto nie wierzy, niech sprawdzi. Kryptogram? Być może. Tylko po co?

HK-R: A jaki wielki temat dzisiaj mógłby podjąć Szekspir? Krótko mówiąc - czy dzisiaj więcej jest rzeczy na ziemi i w niebie, niż się śniło Szekspirowi?

JL: Wydawać by się mogło, że w gruncie rzeczy dzisiejszy świat, oprócz postępu naukowego i technicznego, niewiele się zmienił. Ludzie są paskudni, jak kiedyś: pod tym względem nic się nie polepszyło. W sferze prywatnej – nadal mamy konflikty rodzinne, nieposłuszeństwo dzieci, zdradę małżeńską, ale i zachwyt nad pięknem życia, czy miłość od pierwszego wejrzenia; ludzie chorują i umierają. W sferze publicznej: nadużycie władzy, łamanie prawa, populizm, pycha możnych, bezczelność urzędu, poniżenie ubogich, przekupstwo, chora ambicja, pycha, zemsta, chciwość, zawiść, rozwiązłość – to są cechy obecne w dramatach Szekspira, które i dzisiaj widzimy. Fejkniusy i hejty też były, choć w innej skali. I są to tematy, które mógłby po prostu kontynuować. Ale z pisania dla teatru Szekspir by dzisiaj nie wyżył, rodziny by nie utrzymał, więc pewnie pisałby dla telewizji, albo pracował w firmie reklamowej, a w wolnej chwili pisał wiersze, których nikt by nie chciał wydać. Ale poważnie mówiąc, myślę, że dzisiejszy świat i jego przyszłość stały się nieprzewidywalne. Dla człowieka renesansu przyszłość jawiła się jak rozciągnięta teraźniejszość, najwyżej nieco udoskonalona. Wielu z utęsknieniem oczekiwało na Drugie Przyjście Jezusa, Jego spodziewane tysiącletnie panowanie, poprzedzające koniec świata. Dzisiaj rozwój techniki sprawia, że zdygitalizowany świat przyszłości stał się nieprzewidywalny. Zwróćmy uwagę, że nawet futurologia zniknęła, jakby ze wstydu za własną niemożność ogarnięcia tego, co nas czeka. Skażenie ekologiczne, broń zdolna do wysadzenia świata, czy anihilacji ludzkości - to się na pewno nie śniło Szekspirowi. Podobnie internet, telewizja, komputery, telefony komórkowe, rozmaite gadżety.

HK-R: Żyjemy w czasie wielkiej zarazy, które z dzieł Szekspira wpisuje się najbardziej w naszą rzeczywistość?

JL: Dziwić może, że w Anglii tego okresu nie ma dzieła dramatycznego, które w całości poświęcone by było zarazie: była to dżuma, zwana „czarną śmiercią”, która    potrafiła zmieść kilkadziesiąt procent ludności Londynu. Na wirusa nie było lekarstwa, czy szczepionek. Zapadali na nią wszyscy, a już szczególnie młodzi, od dziesięciu do trzydziestu pięciu lat. Na domiar złego zaraza powracała, na kilka miesięcy, a nawet lat. Teatr zazwyczaj reagował na ważne zdarzenia. A tu nic, dżuma nie stanowi osnowy sztuki. To rzeczywiście może dziwić, choć doświadczenie było zapewne zbyt bolesne dla tysięcy londyńczyków, by czynić z niego „rozrywkę”. Za to ukazało się drukiem ni mniej ni więcej a dwadzieścia trzy rozpraw „naukowych” traktujących o dżumie: w żadnym nie ma wzmianki, że to nie miazmaty a szczurze pchły ją roznoszą. Właściwie tylko w Romeo i Julii zaraza stanowi jeden z czynników decydujących o tragicznym zakończeniu, którego łatwo było uniknąć. Jest tam bowiem pewien szczegół, często w inscenizacjach nie podkreślany, a nawet pomijany, który sprawia, że misterny plan Ojca Laurentego, mający doprowadzić do szczęśliwego końca, spali na panewce. Otóż, poczciwy zakonnik wysyła list do Romea, który na wygnaniu czeka na wieści od sługi - Baltazara (bo tak się z Laurentym umawiał podczas ostatniego przed ucieczką spotkania). Szkopuł w tym, że leciwy zakonnika zapomina o tym, że obiecał odszukać Baltazara i przez niego przesłać wiadomość (o pozornej śmierci Julii, którą w myśl zawartego z nią planu Romeo ma ratować na cmentarzu). Zamiast tego prosi o przysługę innego zakonnika, Jana. Ten jednak, jako franciszkanin, czyli z zakonu bosych, poszukiwał kompana do podróży (reguła zakonu tego wymagała). I tak - jak później relacjonuje – w poszukiwaniu „jednego z naszego zakonu, by mi towarzyszył”, zanim zdoła wyjechać, znajduje kompana w domu chorego, ale przyłapują ich tam urzędnicy pilnujący porządku sanitarnego, i podejrzewając, iż braciszkowie są domownikami, skazują obu na kwarantannę. A zatem brat Jan jakiś czas przebywał w zamknięciu, listu do Romea nie dostarczając. Tymczasem Baltazar, na wieść o śmierci i pogrzebie Julii, nie wiedząc nic o planie ojca Laurentego, który Julii dostarczył specjalną miksturę, pozorującą śmierć, jedzie do Mantui i zamiast listu, przekazuje hiobowe wieści. To skłania Romea, który o planie ojca Laurentego nadal nic nie wie, do natychmiastowego powrotu do Werony, gdzie na cmentarzu natyka się na Parysa, którego zabija, a następnie, na moment przed tym jak Julia odzyska świadomość, popełnia samobójstwo. Julia idzie w jego ślady i tragedia młodych się spełnia.

Dla teatrów wybuch zarazy oznaczał katastrofę. Po prostu je zamykano, jeśli liczba zmarłych tygodniowo przekraczała trzydzieści. Ograniczeń było mnóstwo: zakaz zgromadzeń, targowisk, rozrywek publicznych. Tylko do kościoła wpuszczano wszystkich chętnych, bo jak powiadają i nasi wirusa w świętej przestrzeni się nie znajdzie, no i padło niedawno retoryczne pytanie do wiernych: „Czy wierzycie w wirusa, czy w Chrystusa?”

HK-R: Rozproszeni w świecie przekazów medialnych, niekiedy zainfekowani kulturą masową przed którą trudno się obronić, powinniśmy częściej sięgać po arcydzieła kultury wysokiej? Zapytam prowokacyjnie: dlaczego powinniśmy znać dzieła Szekspira?

JL: Nie wolno zapominać, że Szekspir był przede wszystkim wielkim poetą. Według Stanisława Barańczaka, wybitnego poety i tłumacza, był największym w dziejach. A teksty artystyczne mają zdolność przekazywania więcej przy pomocy skromnych środków, po prostu mówią więcej, niż teksty nieartystyczne. Po to się je tworzy. W wymyślaniu fabuł Szekspir nie wykazuje większego polotu. Poza jedną sztuką („Burzą”) wszystkie inne oparte są na fabułach wziętych od innych autorów. Dzisiaj miałby pewnie kłopoty z powodu naruszenia praw autorskich. Ale przejęte fabuły ujmował i przekształcał w formę poetycką, a jednocześnie teatralną (bo teatr znał od podszewki, będąc w końcu zawodowym aktorem). Miał też niezwykły dar przenikania istoty spraw, nie bez pewnej dozy profetyzmu, a prawdy o życiu i człowieku, często oczywiste, lub przejęte od innych, umiał ubrać w oryginalne metafory i porównania, rozmaite środki poetyckie, które umożliwiały uniknięcie banału. Jak napisał w epitafium jego wielki przyjaciel i świadek jego śmierci, także dramatopisarz i poeta, Ben Jonson, Szekspir nie był tylko dla swego czasu, lecz po wsze czasy. Ale tak jak kiedyś, tak i dziś, poezja i teatr to sztuki elitarne, co nie znaczy, nawet w czasach, kiedy statystyki czytelnictwa, oglądalności czy słuchalności dominują, że trzeba je unicestwić. Niestety, estetyka księgowego (partii politycznych, kleru itd.) ma coraz większy wpływ na decyzje władzy na każdym szczeblu. A ta rozdziela środki na kulturę, która sama się nie utrzyma. Kultura zaś, to - ogólnie mówiąc - sposób, w jaki człowiek opisuje świat. Można go opisać w rytmach disco-polo, kabaretów telewizyjnych, śpiewów kościelnych, czy pląsów u zakonnika w Toruniu. Pomyje internetowych hejterów i fejk-niusy - to też forma opisu świata. Ale jest grupa ludzi, którzy pragną obcować z bardziej skomplikowanymi formami, bo i świat w swoich zawirowaniach na to zasługuje. Trzeba mieć jednak świadomość, że nie wszystkich to musi interesować, czy też przejmować.

HK-R: Myślisz, że pop kultura może być nośnikiem rzeczywistych wartości i byłaby w stanie zachwycić Szekspirem?

JL: Nie mam nic przeciwko pop-kulturze. Szekspir też nic by nie miał, bo jej rozmaite formy istniały w jego czasach. Obok teatrów działały w Londynie amfiteatry do walk zwierząt, gdzie można było zobaczyć jak sfora dzikich i wygłodniałych psów zagryza uwiązanego niedźwiedzia, małpa jeździ na koniu, albo biczowany jest ślepy niedźwiedź. Popularne były walki kogutów, gra w kręgle (był to hazard), karty i kości. Elementy tańców i przyśpiewek ludowych znajdziemy w wielu sztukach epoki. Ale największe wzięcie miały publiczne egzekucje – rodzaj rodzinnego pikniku z tragiczną sceną w tle. Szczególnie atrakcyjne były egzekucje zdrajców (mężczyzn), których – po prologu wygłoszonym przez skazańca - wieszano, ale tak „nie do końca”: półżywych odcinano ze stryczka i przechodzono do następnych aktów kaźni. Najpierw rozcinano brzuch i wybebeszano, potem kastrowano, a na koniec wyrywano serce, które kat unosił triumfalnie z okrzykiem „oto serce zdrajcy”. Spektakl kończyło odcięcie głowy (którą później zatykano na tyczce przy wjeździe na Most Londyński) i ćwiartowanie korpusu: jego części pozostawiano ptakom na pożarcie, albo rozsyłano po różnych częściach kraju - jako ostrzeżenie. Arystokratów-zdrajców traktowano łagodnie, gdyż kat obcinał im głowy toporem. No i egzekucje arystokratów z reguły nie były publiczne.

HK-R: Zainicjowałeś powstanie Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. Festiwale Szekspirowskie wpisały się na stałe w tradycję i niezmiennie od przeszło dwudziestu lat przyciągają wielu widzów. Kim są miłośnicy Szekspira?

JL: Są to przede wszystkim miłośnicy teatru, a głównie miłośniczki, bo dominują kobiety. Utwierdza mnie to w przekonaniu, że kobiety są bardziej spragnione kultury, są bardziej otwarte na „nowe”, garną się do poznawania czegoś nieznanego, przychodzą tłumnie na spotkania z artystami, na wykłady towarzyszące działaniom artystycznym. Są wspaniałe. A mężczyźni? Cóż, jest ich znacznie mniej, i to w każdej grupie wiekowej. Nawet wśród osób starszych, emerytów. Mam tu nawet swoją teorię: otóż, doświadczenie podpowiada mi, że mężczyznom trudniej jest okazać publicznie, że czegoś nie wiedzą, że jeszcze czegoś mogą się od kogoś nauczyć. Zapytanie o drogę jest problemem. Kobiety nie mają takich zahamowań, stąd ich postawa otwartości i chęć poznawania nowych ludzi i idei.

HK-R: Twój teatr istnieje również w przestrzeni wirtualnej. Ostatni 24 Festiwal Szekspirowski odbył się w Internecie. Zapewne coś się w takim przekazie zyskuje, a coś traci. Opowiedz o tym.

JL: Cóż, teatr jest sztuką tworzenia relacji aktor-widz. Tego zastąpić nie można, gdyż obecność żywego człowieka na scenie, a nie na monitorze, podkreśla umowność teatru: aktor, który jest w naszym-widzów tu i teraz, podpowiada nam, że chce być „czytany” jako ktoś inny, postać fikcyjna. Jeśli widz przyjmie konwencję, to ogląda aktora, zna go z imienia i nazwiska, często z poprzednich ról, czy z filmu i reklam, a jednocześnie rozumie, że jest to Ryszard III albo Wujaszek Wania. I ta postać fikcyjna powstaje w umyśle widza, nie na scenie. Dlatego owo rozdwojenie rzeczywistości (realny spektakl, żywy człowiek vs. postać fikcyjna i świat kreowany) stanowią podstawę przeżycia teatralnego, czego nic nie może zastąpić. Ponadto, widz w teatrze ma zupełną swobodę skupiania koncentracji, na czym chce, podczas gdy rejestracja filmowa, czy nawet streaming internetowy wprowadzają widzenie obiektywu kamery, a więc subiektywne czyjeś widzenie tego, co na scenie. Kolejną przeszkodą jest niemożność interakcji pomiędzy aktorem a widzem. A jednak zdecydowaliśmy się na pokazanie Festiwalu w Internecie, starając się jednocześnie, by od strony technicznej przekaz był na wysokim poziomie. Wielu naszych odbiorców było zadowolonych, że chociaż namiastkę teatru zobaczyli.

HK-R: Internetowe spektakle teatralne otwierają nowe możliwości. Wyobraziłam sobie spotkanie na czacie po spektaklu, w którym widzowie mogliby porozmawiać z bohaterami sztuki, np. z Hamletem. To byłoby mocne doświadczenie i w jakimś stopniu nieprzewidywalne, jednak, jak sądzę, kuszące. Co myślisz o takim interaktywnym eksperymencie?

JL: Tak, zgoda. Wydaje mi się, że powstanie nowy rodzaj sztuki internetowej, tak jak powstaje już poezja sms-owa. Każda nowa sztuka jest nieprzewidywalna, a jednocześnie kusząca. Oczywiście, Hamlet od siebie niczego nie powie, bo mówi tylko to, co mu autor tekstu i reżyser pozwolą. Nie jest przecież myślącym człowiekiem, lecz zlepkiem wypowiedzi i ich kontekstów, które umożliwiają wyobraźni widza wykreowanie kogoś na kształt postaci faktycznej. Ale tak się dzieje tylko dzięki budowie naszego mózgu, że potrafimy część czytać jako całość, czyli metonimię. Z mojego oglądu i wyczucia dzisiejszej sztuki, to wydaje mi się, że ciekawie zarysowuje się przyszłość sztuki VR, czyli wirtualnej rzeczywistości. Jest to jeszcze w powijakach, wymaga dość kosztownego oprzyrządowania i nieforemnych wizjerów, ale zmierza w kierunku nowych technik. Liczyć więc można na chipy, które będziemy mieli wszczepiane: właśnie przeczytałem w Internecie, że małpom wszczepiono chipy, umożliwiające uczestniczenie i zarządzanie w grach wideo. Nie mówię tego z ironią, tylko z przeświadczeniem, że w owym kierunku zmierza nie tylko sztuka, ale i świat. Wirtualne rzeczywistości na zmiennych kanałach. Lem napisał takie opowiadanie o czarnych skrzynkach, które są karmione informacjami jak mózg człowieka i żyją w przeświadczeniu, że są realnymi ludźmi w realnym świecie. Tylko jedna się buntuje i głosi herezję, twierdząc, że jest skrzynką w czyimś laboratorium.

HK-R: Szekspir pozwala łatwiej zrozumieć ludzi i złożoność świata. Ciągle powstają nowe adaptacje, nowe odczytania. Można Cię jeszcze czymś zaskoczyć?

JL: Rzeczywiście. U Szekspira sporo mądrości o ludziach i świecie. Ale dzisiaj z jego tekstami robi się różne rzeczy, skraca się je, przestawia kolejność scen, łączy fragmenty różnych sztuk Szekspira, wkleja się teksty innych autorów, albo dopisuje zupełnie nowe. To ostatnie jest szczególnie drażniące, jeśli biorą się za to grafomani. U nas jest ich bardzo dużo w środowisku teatralnych dramaturgów. Efekt jest taki, jakby chłopak z kapeli grzebał w Mozarcie. W Niemczech, na przykład, dramaturgami w teatrach są zazwyczaj zawodowi pisarze, mający niezależne kariery literackie. Efekty ich działań bywają znakomite, bo i z wysoką kulturą literacką (jakże staroświecko to dzisiaj brzmi!). U nas efekty są zawstydzające. Porażają nieświadomością tych, co je tworzą. Tak więc zaskoczyć mnie może tylko sytuacja, kiedy zauważam myśl i talent w tym, co z Szekspirem w teatrze robią.

HK-R: Czy znajomość dzieł Szekspira powinna być jedną z ważniejszych lektur polityków? Które z dzieł byś im polecił?

JL: Straciłem nadzieję. Politykom nic nie pomoże. Wiedzą lepiej. Ale mam dla nich dwa cytaty, które powinni zapamiętać (oba z Hamleta): (1) „Jeśli każdemu dać na co zasłużył, któż uniknąłby batów?” i (2) „Lepiej po śmierci mieć hańbiący nagrobek, niźli za życia podpaść aktorom”.

Jedyna nadzieja w kobietach, pod warunkiem, że nie będą chciały być jak mężczyźni.

HK-R: Żyjemy w trudnych czasach. Jak Teatr Szekspirowski którym kierujesz funkcjonuje w czasie zarazy?

JL: Oczywiście, teatr bez widzów, to jak książka bez czytelnika. Pusto i smutno. Ale staramy się działać w Internecie. Wyprodukowaliśmy fantastyczne (naszym zdaniem) programy w ramach SzekspirOn/Line i innych. Nawet zwiedzanie teatru i warsztaty edukacyjne. Wszystkie dostępne w Internecie, na naszej stronie, lub YouTube. Poza tym przygotowaliśmy pierwszą samodzielną (tzn. bez współproducentów) premierę sztuki szekspirowskiej: jest to „Burza” w reżyserii Szymona Kaczmarka (laureata naszego Złotego Yoricka z ubiegłego roku). Niestety, premiera odbyła się przy pustej widowni i nie możemy doczekać się chwili, kiedy pokażemy spektakl przed publicznością. Oprócz tego, cały zespół merytoryczne pracował jesienią nad wnioskami o dofinansowanie naszej działalności. Dofinansowanie stałe, jakie otrzymujemy od samorządów, nie wystarcza i co roku musimy zabiegać o wsparcie do MKiDN, rozmaitych funduszy i fundacji, także firm. W czasach pandemii bardzo trudno o sponsoring korporacyjny: kiedy nie gramy, firmy nie widzą sensu w reklamie dla pustej widowni.

HK-R: Kiedy zły czas minie teatr wypełni się żywą publicznością… Wyobrażasz sobie tę chwilę?

JL: Jak już wspomniałem, bardzo chcemy pokazać naszą „Burzę”. Skrycie, żeby nie zapeszyć, czekamy na lato – to dla nas sezon szekspirowski. No i nasza artystyczna wizytówka – Festiwal Szekspirowski. W tym roku to jego 25-ta edycja, więc chcemy temu wydarzeniu nadać szczególną rangę. Dla wirusa mamy należne mu miejsce - zapadnię.

HK-R: A gdybyś mógł zadać jedno pytanie Szekspirowi, o co chciałbyś go zapytać?

JL: Co znaczy „miching malecho” z Hamleta. Nikt nie wie, co, bo takich słów w angielszczyźnie nie ma. Podobnych miejsc, których nikt nie rozumie, jest w sztukach Szekspira więcej, ale to jest szczególne, bo w sztuce bardzo wyjątkowej w dziejach teatru i kultury świata.

HK-R: Dziękuję za rozmowę.

Jerzy Limon - anglista, literaturoznawca, pisarz, tłumacz i teatrolog, profesor nauk humanistycznych, inicjator i dyrektor Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego, członek korespondent Polskiej Akademii Nauk, członek czynny Polskiej Akademii Umiejętności.

Założyciel i wieloletni prezes Fundacji Theatrum Gedanense, działającej na rzecz budowy Teatru Szekspirowskiego w Gdańsku i organizującej coroczny teatralny Festiwal Szekspirowski.
Autor kilkunastu książek, a także około 160 artykułów i recenzji, drukowanych w Polsce, Wielkiej Brytanii („Shakespeare Survey”), Niemczech i Stanach Zjednoczonych („Shakespeare Quarterly”). Opracował 120 haseł do Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN.

Wyróżniony Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Otrzymał Nagrodę Naukową Miasta Gdańska im. Jana Heweliusza, Nagrodę im. Aleksandra Gieysztora, Nagrodę im. Anny i Erazma Jerzmanowskich, odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Za działalność na rzecz Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego został uhonorowany Orderem Imperium Brytyjskiego w stopniu oficera, oraz Pragnell Shakespeare Award.

Hanna Kordalska-Rosiek - dziennikarka telewizyjna, dokumentalistka, scenarzystka, reżyserka. Laureatka wielu nagród w konkursach i festiwalach filmów dokumentalnych. Członkini Rady Etyki Mediów, odznaczona Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Autorka projektu spotkań i książki „Wartość wartości„ (wydawnictwo słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2020).
PRZECZYTAJ JESZCZE
Koronawirus
zobacz mapę / szczegóły
REKLAMA

Kalendarz Wydarzeń / Koncertów / Imprez w Polsce

kiedy
2021-06-30 23:59
miejsce
Internet, Internet, Streaming online
wstęp biletowany
kiedy
2021-06-30 23:59
miejsce
Internet, Internet, Streaming online
wstęp biletowany
kiedy
2021-12-18 17:00
miejsce
Internet, Internet, Streaming online
wstęp biletowany
kiedy
2021-12-18 18:00
miejsce
Internet, Internet, Streaming online
wstęp biletowany