"Sprawa nad wyraz osobista" opowiadanie

fot. nadesłane
Musicie koniecznie go wypróbować. To naprawdę super sprawa. No mówię wam, gość jest niesamowity. Uśmiechnęła się rozanielona. Zamknęła oczy i kiwając głową powtórzyła… naprawdę niesamowity...
Koronawirus
35950
zobacz mapę / szczegóły
REKLAMA
Trzy kobiety siedziały przy stoliku w centralnym miejscu ekskluzywnej kawiarni. Od lat miały swoją prywatną tradycję. Raz w miesiącu wszystko puszczało, pal sześć z drakońskimi dietami, chrupaniem tych cholernych selerów i marchewek. Wielkie święto słodkiej rozpusty, lodów, kremów, babeczek, likierów...

Rozpromienione biegły na spotkanie, radośnie niesione grzesznym pragnieniem unurzania się bezwstydnie i słodko. Trochę je to krępowało, podejrzewały, że po latach może nawet mniej tu chodzi o przyjaźń, bardziej o wspólne zaspokajanie mrocznych żądz, ale było jak było i za nic nie chciały tego zmieniać.

- Nie, ostatnia środa miesiąca odpada, mam dużo wcześniej umówioną wizytę, bardzo ważne zobowiązanie - skłamała prezesowi dużej międzynarodowej firmy, gdy umawiali termin kolejnego spotkania.

Poprzedniego wieczora miała znakomity humor, wiedziała, że już jutro jest środa... Nawet coś się jej śniło, że jadła ciastka, tortowe z dużą ilością kremu..

- A wiesz, że po twojej minie mógłbym zgadnąć, co cię dzisiaj czeka - powiedział mąż z rozbawieniem przyglądając się jej rano. Powiedz szczerze, czy sny też masz deserowe?

- Nie, kochanie, sny mam merytoryczne i w Excelu. Urażona nalała sobie kawy.

A teraz... teraz siedzi z przyjaciółkami i grzeszy... - Co z tym gościem, opowiadaj, niecierpliwiły się.

- No więc tak, gość jest płomiennie rudy, piegowaty i ma złote ręce, ale to nie wszystko. Siadasz na wysokim krześle, takim prawie tronie, bo stopy trzymasz na specjalnym schodku... No i najpierw normalnie, wszystko co trzeba, potem masaż, ale on klęczy, cholera, normalnie cały czas klęczy i trzyma moją stopę jak dzieło sztuki, ogląda, dobiera lakier, maluje jakby zdobił cenny przedmiot. Zwariować można - mówiła coraz szybciej. Ja oczywiście, poker face, w rękach "Harvard Business Review". Czytam. On cały czas gada, ale ja tylko w odpowiedzi mówię yhym, nie wchodzę w dialog żeby się nie rozpraszał - zaśmiała się. A teraz najlepsze. Pochyliła się i ściszyła głos. Jak już jest po wszystkim, wiecie... on... Zamilkła, zamknęła oczy i przełknęła ślinę. Kobiety ledwo wytrzymywały napięcie. Co on?... krzyknęły zgodnie. -No więc... on rozmawia z moimi stopami - wyszeptała zadowolona i dla uwznioślenia opowieści mrużąc oczy pokiwała twierdząco głową. On z nimi rozmawia - dodała z dumą.

Zapadła cisza. W zamyśleniu przyglądały się słodkościom gęsto wypełniającym zastawiony stolik, jakby w ich wyobraźni pokusy toczyły ze sobą śmiertelną bitwę, niby różne, a jednak paradoksalnie podobne...

- Jasny gwint, dawaj wizytówkę. Albo lepiej, umów nas z nim.. Umów na jutro, powiedz, że musi nas przyjąć, bo... coś tam wymyśl. Zapłacimy podwójnie jakby co.

Elegancka brunetka chwyciła energicznie za telefon. - Anuluj proszę, jutrzejsze spotkania. Coś mi wypadło. Sprawa osobista. Rozłączyła się i podsunęła telefon przyjaciółce. -Teraz ty. Dzwoń. Godzina nie ma znaczenia.

Sięgnęła po makową babeczkę. Uśmiechnęła się zadowolona i z ustami pełnymi kremu powtórzyła... tak... ta sprawa jest nad wyraz osobista...
 
PRZECZYTAJ JESZCZE
Koronawirus
35950
zobacz mapę / szczegóły
REKLAMA

Kalendarz Wydarzeń / Koncertów / Imprez w Polsce