Opolskie: msza po hiszpańsku i spotkanie wielkanocne dla pracowników z Ameryki Łacińskiej
Na wspólną modlitwę połączoną ze spotkaniem integracyjnym w Alwernii sąsiadującej z kościołem w Kamieniu Śląskim zaprosił mieszkających w woj. opolskim hiszpańskojęzycznych migrantów ksiądz Dariusz Flak, który przez dwanaście lat był misjonarzem w Peru.
- Przygotowanie dużego spotkania dla około stu ludzi to pewne wyzwanie logistyczne. Nasze pierwsze spotkanie, które odbyło się przy okazji Bożego Narodzenia 2025 roku, przeciągnęło się o kilka godzin od zaplanowanego czasu. Dlatego postanowiliśmy przełożyć nasze spotkanie wielkanocne na niedzielę Miłosierdzia Bożego - tydzień po świętach, jednak nadal w ciągu Wielkiejnocy - wyjaśnił ks. Flak.
Duchowny podkreślił, że niedzielne spotkanie ma dla osób pochodzących z Ameryki Łacińskiej, którzy znaleźli się w Polsce, wymiar zarówno duchowny, jak i integracyjny.
- Z propozycją zorganizowania spotkania dla tych osób wyszedł ich pracodawca. Ci ludzie mieszkają w różnych miejscowościach województwa, odcięci od swoich bliskich. Chociaż religia w państwach Ameryki Łacińskiej jest ważną częścią tamtejszych społeczności, to w Polsce nie mają większych szans na udział w nabożeństwach w języku hiszpańskim. Równie ważna jest też okazja do spotkania się w nieco mniej oficjalnej atmosferze z ludźmi, którzy używają tego samego języka i wychowali się w bardzo podobnej tradycji - podkreślił ks. Flak.
Jak zaznaczył duchowny, trudno porównywać tradycje wielkanocne Ameryki Południowej i Polski. - W Peru, gdzie byłem misjonarzem, w dużych miastach tradycją były piękne procesje, podczas których ulicami miasta noszone są wielkie figury Jezusa. I chociaż mieszkańcy tamtej części świata lubią i umieją świętować, to tamtejsze obchody Wielkanocy kończą się w niedzielę. Nie ma też znanych z naszej części Europy tradycji świątecznych jaj - opowiada ks. Flak.
Duchowny nie wykluczył organizacji kolejnych spotkań dla społeczności hiszpańskojęzycznej, która mieszka w woj. opolskim. - Jest ich coraz więcej. Są nie tylko mężczyźni, którzy przyjechali tu na kontrakt, by wysyłać pieniądze rodzinom za oceanem. Do pracy u nas przyjeżdżają też kobiety, mamy już małżeństwa, tworzą się pary, czyli dzieje się to, co znamy także z własnej historii, gdy z różnych powodów nasi rodacy szukali możliwości poprawy swojego życia poza ojczyzną. Nie wiemy, ilu z nich zostanie, jednak chcemy w miarę naszych możliwości, pomóc im w odnalezieniu się w otoczeniu tak odległym od miejsca ich pochodzenia - powiedział ks. Flak. (PAP)
masz/ sdd/
Polska, Opole




