Mimo niskiego stanu Wisły tradycyjne rejsy z turystami odbywają się planowo
Turystyka wiślana przeżywa w Polsce renesans w ostatnich latach. Repliki tradycyjnych łodzi pojawiają się na wielu odcinkach najdłuższej polskiej rzeki. Nie są już niczym niezwykłym ani w okolicach Warszawy, ani Torunia, ani też na południu kraju.
– Pokonałem cały dystans Wisły od Grudziądza do Solca w woj. świętokrzyskim, bo wracałem z Festiwalu Wisły (odbywającego się w woj. kujawsko-pomorskim największego w Europie zlotu tradycyjnych łodzi rzecznych – PAP). Warunki żeglugowe były trudne, ale bez większych problemów udało mi się przepłynąć trasę. Najtrudniejszy odcinek znajdował się przed Warszawą, na wysokości Żerania, gdzie znajduje się kamienna rafa, zwana „Spójnią”. Na szczęście udało się ją pokonać – powiedział PAP Mieczysław Łabęcki, retman flisacki z Ulanowa, pływający na bacie wiślanym „Pasja”.
Zygmunt Ponikiewicz pływa na łodzi „Zoraza” i w poniedziałek przeprawił się przez Wisłę w Warszawie. – Jesteśmy przygotowani na tak niski stan wód. Tradycyjne łodzie mają bardzo niewielkie zanurzenie – około 25 cm – dlatego możemy poruszać się bez większych komplikacji. Pływamy jednak wyłącznie trasami, które dobrze znamy, ponieważ poziom wody w Wiśle w rejonie Warszawy jest rzeczywiście ekstremalnie niski. Mimo to żegluga przebiega płynnie i punktualnie – podkreślił w rozmowie z PAP Andrzej Stański, armator galara.
Andrzej Lanczewski, kapitan żeglugi śródlądowej i armator krypy „Basonia”, zaznaczył, że pływa z turystami w okolicach Modlina pod Warszawą.
– Warunki są nieco trudniejsze niż zwykle. Trzeba uważać na rafy kamienne i piaszczyste mielizny. Dla osoby, która dobrze zna swój akwen, nie jest to wielki problem, bo łódź jest płaskodenna i ma małe zanurzenie. Rejsy odbywają się bez większych problemów, ale uważać trzeba – dodał Lanczewski.
Marcin Karasiński, armator nasuty „Copernicus”, repliki historycznej łodzi wiślanej i dyrektor Festiwalu Wisły, stwierdził, że żegluga przy grodzie Kopernika odbywa się bez zakłóceń.
– Mamy dobre warunki. Jest płytko, trzeba uważać na piaszczystą mieliznę, która odłożyła się w okolicach mostu kolejowego. Dla wszystkich, którzy znają rzekę obok Torunia, nie sprawia to większych kłopotów. Wszystkie rejsy odbywają się regularnie – powiedział Karasiński.
Przyznał, że większość załóg, która uczestniczyła od 8 do 17 września w Festiwalu Wisły od Włocławka do Grudziądza, wróciła do swoich miejscowości bez problemu. – Kilka osób postanowiło przywieźć swoje jednostki na przyczepach lub lawetach niskopodłogowych. Szczególnie te jednostki, które były z dalekich okolic, np. z Mysłowic. Dla replik łodzi historycznych niskie stany wody nie stanowią większego utrudnienia. To wymaga od armatorów większej koncentracji i uwagi w nawigowaniu. Wisła zawsze miała niskie i wysokie stany, a te łodzie od wieków były konstruowane w taki sposób, aby mogły sobie poradzić w różnych warunkach. Festiwal Wisły pokazuje, że polskie tradycje szkutnicze radzą sobie nawet przy tak niskich stanach wody, jak obecnie – podsumował Karasiński.
Tomasz Więcławski (PAP)
twi/ bst/ mhr/
